Czapnik: Minimalna stawka godzinowa – krok w dobrą stronę?

7 lipca 2016 r. Sejm uchwalił ustawę o minimalnej stawce godzinowej za pracę w ramach samozatrudnienia oraz na podstawie umowy zlecenie. Od stycznia 2017 r. ma ona wynosić 13 zł. brutto. Czy położy to kres patologiom na rynku zamówień publicznych?

Od dawna piszemy o warunkach pracy podwykonawców w ramach zamówień publicznych.  Ostatnio informowaliśmy o wyzysku sprzątaczek na Akademii Sztuki w Szczecinie i rażąco niskich stawkach  ochroniarzy na Uniwersytecie Łódzkim.

Skupiamy się przede wszystkim na branżach, w których publiczne pieniądze stanowią znaczącą część rynku.

Outsourcing prowadzi do rozmycia odpowiedzialności za sytuację ekonomiczną pracowników. Są oni zleceniobiorcami prywatnych firm, które są podwykonawcami instytucji publicznych, dlatego coraz częściej trudno ustalić kto odpowiada za ich rażąco niskie wynagrodzenia i upowszechnienie się umów cywilnoprawnych.

Polityka cięć

Na stronie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej można przeczytać, że „minimalna stawka godzinowa ma być stosowana również przy przetargach publicznych”.

Czy zmiana ustawy wpłynie korzystnie na sytuację ekonomiczną tych, których coraz powszechniej nazywa się dziś working poor? Teoretycznie tak. A w praktyce?

Od kilku lat obserwujemy w Polsce trend dotyczący zaniżania przez oferentów cen w zamówieniach publicznych poprzez cięcie kosztów pracy.

Widać do zwłaszcza w branżach takich jak ochrona, sprzątanie, roboty budowlane czy usługi specjalistyczne, gdzie koszty te stanowią podstawę wartości zamówienia. Wpływ na to ma rosnąca konkurencja oraz uelastyczniający się rynek pracy.

Instytucje publiczne dzięki dyktatowi najniższej ceny mogły do tej pory nie dostrzegać tego problemu, co pozwalały im na spore oszczędności. Dziś – podczas naszych interwencji, spotkań i rozmów – przedstawiciele administracji twierdzą, że nie stać ich na zmiany. Od 2017 r. pieniądze będą musiały się jednak znaleźć. Problem w tym, że zapisy można będzie obejść.

Igranie z prawem

Umowy cywilnoprawne charakteryzuje swoboda ich zawierania oraz równość podmiotów. Łatwo więc naginać przepisy do potrzeb bieżącej sytuacji.

Partnerzy społeczni coraz częściej podnoszą zastrzeżenia co do zmiany przepisów, które mogą nie tylko nie wyeliminować niskich stawek, ale narażą pracowników na umowy o dzieło (bez gwarancji ubezpieczenia), powiększą szarą strefę i uruchomią negatywne mechanizmy, o których pisałam w tekście „Ozusowanie zleceń – cios w pracownika”.

Obawiam się, że firmy przystępujące do przetargów znajdą skuteczny sposób na utrzymanie niskich cen, np. poprzez zwolnienia i obciążania pozostałych wykonawców ich obowiązkami.

Warto zauważyć, że w większości przypadków zamawiający nie określa liczby godzin koniecznych do realizacji zadania, co stanie się polem do licznych nadużyć.

Bitwa o etat

Problemem w Polsce powoli przestaje być bezrobocie, które w pierwszym kwartale 2016 r. wyniosło 10 proc. Zaczyna za to jakość pracy – brak stabilności zatrudnienia czy umowy na czas określony.

Zastosowanie kryteriów stosunku pracy do umów cywilnoprawnych, jak się stało w przypadku ustawy z dn. 7 lipca 2016 b.r., nie wyeliminuje patologii z rynku zamówień publicznych. Taką gwarancję dają jedynie etaty, które za sprawą administracji stają się w pewnych branżach rzadkością.

IMG_7179_hr (2)Instytucje publiczne wciąż niechętnie sięgają po sprawdzone narzędzia m.in. w postaci klauzuli społecznej z art. 29, ust 4, pkt 4 Pzp. Z badań własnych Fundacji CentrumCSR.PL wynika, że w 2015 r. wymóg zatrudnienia na umowę o pracę odnosił się do niepełna 10 % postepowań, w których istniała taka możliwość.

Wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej może pośrednio przyczyniać się do ucywilizowania  wynagrodzeń na rynku zamówień publicznych. Nie wyeliminuje jednak podstawowego problemu, jakim jest powszechnie zastępowanie etatów umowami cywilnoprawnymi, gdy spełnione są przesłanki stosunku pracy.

Marta Czapnik jest analityczką Fundacji CentrumCSR.PL